czwartek, 05 czerwca 2008
Szósty wpis, w którym prostuję nieporozumienie
Ażeby dać świadectwo prawdzie - z żalem oświadczam, że nie
jestem autorką polskiej wersji "Króliczka". Przez chwilę, przyznam,
pławiłam się w chwale należnej doskonałej tłumaczce. Teraz jednak przyszło mi
boleć nad utratą czegoś, czego nigdy naprawdę nie miałam... Na szczęście nie przywykłam do myśli, że
posiadam takowy talent – w przeciwieństwie do innych rzeczy, których byłam
pewna, a które okazały się złudą. Może to recepta na szczęście? Albo
przynajmniej brak nieszczęścia. Niczego nie przyjmować za pewnik, niczym się
nie cieszyć – żeby nie odczuć straty...
Pisałam o „przeżywaniu do bólu”, prawdziwym. W chwili próby
okazało się, że nie umiałam przeżyć tego bólu „na żywca”. Znieczuliłam się
środkami antydepresyjnymi – wydało mi się to najlepszym w tamtej chwili
wyjściem, ostatecznym ratunkiem. Odczułam to jako pewnego rodzaju porażkę,
poddanie się, zamulenie świadomości, oszukanie samej siebie. Ale cóż - wybrałam
życie, poszłam na ustępstwa. Czasem nie mam siły, czasem upadam. I wtedy też
jestem prawdziwa. Proszę o pomoc i dostaję ją. Może po to są te życiowe próby,
ciężkie czasy? Żeby ujawnili się prawdziwi przyjaciele?
niedziela, 23 września 2007
Piąty wpis, w którym przytaczam moją ulubioną historię o byciu prawdziwym
Kiedy już staniesz się prawdziwy, nie będziesz mógł być znowu nieprawdziwy. To staje się raz na zawsze. (Margery Williams) W 1922 roku w Stanach Zjednoczonych 41-letnia wówczas pisarka, Margery Williams, napisała książkę dla dzieci pod tytułem "The Velveteen Rabbit". Po naszemu "Pluszowy Króliczek". Według mojej wiedzy dzieło to nie zostało jeszcze wydane po polsku (chciałabym się mylić). Bohaterem książki jest... pluszowy króliczek, oczywiście. Mały chłopiec dostał go w prezencie na Gwiazdkę. Marzeniem Pluszowego Króliczka jest stanie się prawdziwym. Prowadzi dysputy na ten temat ze starą, doświadczoną zabawką - Koniem ze Skóry. Pluszowy Króliczek pyta: "- Co to znaczy PRAWDZIWY?... Czy to boli? - Czasami - odparł Koń Ze Skóry, gdyż zawsze mówił prawdę. - Kiedy jesteś prawdziwy, nie przeszkadza Ci, że to boli. - Czy to się dzieje za jednym zamachem, tak jak nakręcanie? - dopytywał się dalej Pluszowy Króliczek. - Czy po troszeczku? - Nie, to nie dzieje się za jednym zamachem - odpowiedział Koń Ze Skóry. - Trzeba się stać. To wymaga dużo czasu. Dlatego rzadko udaje się tym, którzy łatwo się tłuką, albo mają ostre kanty, albo na których trzeba specjalnie uważać. Na ogół, zanim staniesz się prawdziwy, będziesz miał już zgłaskaną większość sierści, oczy Ci odpadną, łapki się obluzują i w ogóle złachmaniejesz. Ale to nie ma znaczenia, bo kiedy jesteś Prawdziwy, nie możesz już być brzydki, chyba że dla tych, którzy niczego nie rozumieją."
środa, 05 września 2007
Czwarty wpis, w którym próbuję usystematyzować moje pojęcie prawdziwego życia
Życie nie daje nam tego, co chcemy, lecz to, co dla nas ma. (Władysław Reymont)
Co to znaczy dla mnie - żyć prawdziwym życiem? Przede wszystkim - nie uciekać od uczuć. Nie zasłaniać się kompulsywnymi zachowaniami - jedzeniem, zakupami, czytaniem, oglądaniem telewizji, grzebaniem w internecie. Kiedy przydarza mi się coś trudnego - przeżyć to do końca. Kiedy spotyka mnie coś wspaniałego - przeżyć to do końca. To plan maksimum, oczywiście. Chcę się starać, żeby tak było jak najczęściej.
Po drugie - słuchać siebie. Co jest prawdą o mnie? Może w tej chwili jestem smutna. Może właśnie teraz jestem leniwa. Dobrze. Nie mogę temu zaprzeczać. Dopiero akceptując swój stan, mogę zdziałać coś konstruktywnego. Po trzecie - docenić siebie. Nie myślę już o sobie jako o niewydarzonej graficzce komputerowej. Zajmuję się kilkoma wspaniałymi zadaniami. Między innymi - pracuję nad swoją stroną www, robię ekslibrisy, działam w organizacji ekologicznej. Hej, to brzmi nieźle! Na tyle nieźle, że nawet nie napisałam o okładkach książkowych, które zawsze wymieniałam na początku. I to jest prawda - jestem osobą, która robi te wszystkie interesujące rzeczy, a nie chałturnikiem, opracowującym dla firmy X katalog dachówek, a dla firmy Y opakowanie do jajek. Prawda jest też taka, że czasem to robię, żeby zarobić na życie. I tu wracam do punktu pierwszego: kiedy Los rzuca na moją drogę ulotkę dla producenta sprężarek rotodynamicznych - chcę przeżyć ten ból do końca...
czwartek, 26 lipca 2007
Trzeci wpis, w którym sławię zalety wdzięczności
Prawdziwa mądrość życiowa polega na dostrzeganiu cudowności rzeczy codziennych. (Pearl S. Buck)
Mam mały notesik. Niewielki, ale bardzo ładny. W sztywnej okładce z granatowego kartonu, tłoczonego w prążki, z czarną wyklejką i kartkami w szeroką linię. Czarna tasiemka mocowana do grzbietu służy za zakładkę. Ten nieduży notatnik jest potężnym narzędziem. Zapisuję w nim co wieczór 5 rzeczy, za które jestem wdzięczna. Co dobrego zdarzyło mi się dzisiaj? Za co mogę dziękować mojej Sile Wyższej? Czasami jestem w stanie wspomnieć tylko (TYLKO?!) proste hasła: "dach nad głową", "zdrowie", "ładną pogodę"... Te słowa przywracają jasne i rozsądne spojrzenie na to, co naprawdę zostało mi ofiarowane. Ilu rzeczy nie dostrzegam jedynie dlatego, że do nich przywykłam? Dlaczego uważam je za oczywiste, dane jako coś, co mi się należy? Taka refleksja budzi we mnie, oprócz ogromnej wdzięczności, również szacunek dla tych pozornych oczywistości. Dziś je mam. Dziękuję! Cieszę się nimi i doceniam je, bo jutro mogę ich nie mieć. Ale wtedy znajdzie się 5 innych rzeczy, za które będę wdzięczna. Liczba 5 jest całkowicie umowna. Służy wyrobieniu w sobie nawyku dziękowania za dobro, które mnie spotyka i, przede wszystkim, umiejętności dostrzegania dobra i piękna w codzienności. W chlebie naszym powszednim. Wyrażanie wdzięczności pomaga mi w kontakcie z Siłą Większą niż moja własna. Myślę, że im bardziej dziękuję, tym więcej dostaję. Ja sama wolę dać prezent temu, kto się z niego cieszy, a nie temu, kto nawet nań nie spojrzy, tylko rzuci w kąt. Wdzięcznością wyrażam szacunek dla ofiarodawcy. Kiedy zapominam na jakis czas o dzienniku wdzięczności, moje życie traci barwy. Zaczynam się robić zgorzkniała i cyniczna. Ale kiedy wracam do zapisywania i trochę się do dzienniczka powdzięczę, robi mi się łyso... Że narzekam, utyskuję, kręcę nosem, to mi wadzi, tamto nie pasuje... A tak naprawdę - dziecko szczęścia ze mnie!
środa, 18 lipca 2007
Drugi wpis, w którym dzielę się swoim entuzjazmem
Aby dotrzeć do jakiegokolwiek naprawdę satysfakcjonującego punktu w naszym życiu, musimy być prawdziwi w odniesieniu do tego, kim jesteśmy, nie do tego, kim chcielibyśmy być.
(Margaret Lobenstine)
Poszłam do centrum handlowego. Po świerszcze dla gekonów. No i, niestety, nie udało mi się powstrzymać od wizyty w księgarni. Wchodząc, mówiłam sobie: "Spokojnie, tylko zobaczę, czy są moje okładki" (projektuję okładki książek dla dziewcząt). I rzeczywiście, najpierw przekopałam stoisko z literaturą dla dzieci i młodzieży. Potem, stąpając twardo po podłodze i starając się nie patrzeć na boki, ominęłam Nowości oraz Promocje. Ale przy poradnikach przepadłam :( "Tylko popatrzę... Nic nie muszę kupować... Śpieszy mi się, zaraz zamykają..." Nic z tego. Po chwili klęczałam przy regale, gorączkowo przerzucając tytuły. I znalazłam, i już nie mogłam się oprzeć... Dwa razy odkładałam na półkę, dwa razy wracałam.
- Za drogo - mówił Aniołek.
- Raz na jakiś czas możesz sobie pozwolić - odpowiadał Diabełek.
- To następny gówniany poradnik - obrazowo przestrzegał Aniołek.
- Wręcz przeciwnie - ripostował Diabełek - to coś dokładnie dla Ciebie. I zobacz, jak ładnie wydane...
To przeważyło. Chwyciłam książkę i z desperacją zapłaciłam kartą, starając się nie myśleć, ile zostało na koncie.
I za chwilę już byłam w domu, siedziałam w ulubionym miejscu, pod lampą, z lubością obwąchiwałam świeże kartki i czytałam!
"Renesansowa Dusza. Planowanie życia dla tych, którzy mają zbyt wiele pasji, aby wybrać tylko jedną." Autorka - Margaret Lobenstine. Ta książka od początku mnie dowartościowała :) Wreszcie nie czuję się nieudacznikiem, który nie wie, za co się złapać, a wszechstronnie utalentowaną osobą o wielu zainteresowaniach. Odnajduję siebie w licznych przykładach. Co chwila mówię do siebie: "No tak, ja też!" Najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie autorki - po podaniu kilku propozycji możliwych zajęć - że czytelnik na pewno już się nimi żywo zainteresował... Parsknęłam śmiechem, bo właśnie tak było :) Odkryłam, że przez lata robiłam sobie krzywdę, usiłując wtłoczyć się w jeden sztywno określony schemat kariery. Na pytanie: "Czym się zajmujesz?" odpowiadałam niemrawo "Pracuję w agencji reklamowej/studiu graficznym/wydawnictwie". Teraz będę mówić inaczej. Jeszcze nie wiem, jak, bo jestem wciąż w trakcie opracowywania swoich celów.
Jak to się ma do mojej prawdziwości? Ano tak: "Aby dotrzeć do jakiegokolwiek naprawdę satysfakcjonującego punktu w naszym życiu, musimy być prawdziwi w odniesieniu do tego, kim jesteśmy, nie do tego, kim chcielibyśmy być." Akceptuję to, że nie jestem w stanie skupić się na jednej ścieżce kariery. Akceptuję moją piękną Renesansową Duszę :)
czwartek, 12 lipca 2007
Pierwszy wpis,
w którym wyrażam swoje obawy
- Wojtek, wyście taki mondrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie wiela jest prowd? Gazda na to: - Jo znom jino trzy. Piyrso to świynto prowda, drugo tyż prowda, i trzecio g... prowda.
Dowcip o trzech prawdach zrobił karierę dzięki śp. Księdzu Tischnerowi. Moje pisanie będzie oscylowac w okolicach tej drugiej... jednak z ciągłym dążeniem w stronę pierwszej. Tak naprawdę jest jedna prawda. Często niewygodna, czasem bolesna. Zawsze prawdziwa. Jak grzybek :) (Gdyby ktoś nie wiedział: Borowik szlachetny (Boletus edulis), zwany prawdziwkiem, grzybem białym lub prawdziwym. Niestety... jego walory doceniają nie tylko ludzie, więc często bywa robaczywy.) Ten blog jest dla mnie wyzwaniem. Po pierwsze - technicznym. Piszę te słowa w strachu, że wcisnę zły przycisk i wszystko uleci w niebyt, albo, przeciwnie, natychmiast opublikuje się w nieodpowiedniej formie. Obawiam się, że nie będę umiała zapanować nad wizualną stroną mojego bloga, co dla mnie, grafika, może być szczególnie irytujące. Po drugie - tytuł zobowiązuje. Ile prawdy o sobie mogę przekazać na ogólnie dostępnych stronach? Chcę pisać o swoim rozwoju: duchowym, artystycznym, zawodowym, biznesowym... Każdym. Niech ten blog będzie świadkiem - i strażnikiem - zachodzących we mnie przemian. Oby każda z nich przybliżała mnie do mojej prawdziwej osobowości. Uff... Na dzisiaj dość. Za chwilę po raz pierwszy kliknę w przycisk "Publikuj" i z paniką w oczach będę oczekiwać, co się tam (tu) pojawi. Cóż... co by to nie było, będzie prawdziwe. Będzie odzwierciedlało moje skromne, prawdziwe umiejętności.
|
|